RSS
czwartek, 26 lipca 2012
na plecach domu ze świerkiem
 
jest na białołęce miejsce spotkań mężczyzn
oni wszyscy wybiegli ze swoich 38 metrów
z powodu swoich 138 centymetrów
 
spotykają się wszyscy na fajkę
nie są w stanie ubiec tyle, ile chciałyby żony
 
chcąc ubiec żony, na pytanie o wynik
odpowiadają:
tęsknię za dniem, w którym się poznaliśmy
 
i zakładają na łydki urządzenie masujące
z telezakupów mango
13:48, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lipca 2012
wielki brak patrzy

pojechałem na wieś, by odpocząć od internetu. wtem okazało się, że internet na wsi naprawdę nie działa. to trochę jak iść na ryby i naprawdę je złowić, oskrobać i zjeść, albo zabrać się za lekturę Jacquesa Derridy i naprawdę coś z tych tekstów mieć dla siebie.

na wsi:

- pojechałem do obozu miejscowych indian, co wydawało się już w koncepcji na tyle ekscytujące, by odpuścić sobie realizację, ale znowu - ten internet faktycznie przestał działać.

- pojechałem do fermy strusi. ptaków wprawdzie nie zastałem, ale zrobiłem to naprawdę, bez retorycznego pre-aktu na facebooku. byłem na fermie strusi na podlaskiej wiosce i nikt o tym nie wie.

- pojechałem do pobliskiego kościoła na mszę świętą pod pretekstem zrobienia zdjęć brzydkim freskom, które widziałem tam, gdy byłem dzieckiem. w tym wypadku pretekstem, by zdjęć nie zrobić byłoby niezabranie aparatu, ale wziąłem, zrobiłem.

w kościele pomyślałem, że brzydkie sakralne dzieła artystyczne są jedną z niewielu porywających mnie w tej chwili kwestii w takich miejscach. msza święta byłaby ciekawsza, gdyby kolejne elementy liturgii występowały w różnej kolejności, co zmuszałoby wiernych do większej koncentracji. katolik musiałby być na mszy od początku do końca, bo błogosławieństwo (bez którego ów katolik do domu wracać nie może) mogłoby nastąpić tuż przed pierwszym czytaniem.

internet został naprawiony. okazało się, że burza wypaliła mu wszystkie kilobajty i trzeba było wymienić okablowanie.

szkoda, że tych strusi nadal nie ma. gdybym jechał na wieś z postanowieniem, że chcę odpocząć od ptaków afrykańskich, ten tekst brzmiałby zupełnie inaczej.

08:34, s-p-i-r-o
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 lipca 2012
co ja czytam?

chyba wolę już snobistyczne kupowanie książek w hurtowych ilościach, wybieranie ich pod względem najładniej prezentujących się w biblioteczce grzbietów, stawianie kolejnych regałów w m2, zagracanie przedpokoju i wykładanie nigdy nieprzeczytanymi książkami sedesu. bo snobizm jest zjawiskiem, które szyte grubszymi nićmi jest bardziej do przyjęcia, a takie zawoalowane w hipsterską torbę robienie dobrze swojemu pseudointelektualnemu imidżowi przyprawia o mdłości.

plasterki antykoncepcyjne, o których ostatnio było głośno, powinny też mieć taką przeźroczystą kieszeń na zdjęcia i podpis "teraz rucham". mam nadzieje, że twórcy toreb pójdą z torbami. ja takiej nie kupię, bo już mam własną.

11:39, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2012
przesilenie letnie

z innych pierwszych podejść do powrotów.

wczoraj napisałem wiersz. nie robiłem tego parę lat. nie wiem, czy znajdę siły na pół następnego, dlatego bez zastanowienia wrzucam, zanim się rozmyślę i przerobię na 10 wpisów na fejsie, które następnie polubi po 10 osób. będę miał problemy, żeby te lajki później podliczyć, straszne męki sobie zadam. i nigdy nie dowiem się, czy ten wiersz był wart stu, czy tylko dwudziestu pięciu oklasków.

o piątej nad ranem, w lipcu
ojcowie ciągną torby na kółkach
ich synowie oszczędzają siły
przed nimi pierwszy wyjazd na kolonie, na których staną się mężczyznami

mężczyźni po powrocie do wolnych od dzieci domów pobiją swoje żony
synowie nigdy nie dopiją wolnych od alkoholu butelek coca-coli
13:42, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lipca 2012
drugie podejście

stworzywszy tego bloga napisałem

ludzie często wycofują się ze swoich pierwotnych pomysłów, robią drugie podejście i mają rację, drugie podejście jest lepsze. ale jeśli mamy możliwość, podchodzimy bez końca, zmieniamy bez końca. ciężko jest osiągnąć zadowolenie i czasem faktycznie z tego powodu można nabrać ochoty na palnięcie w łeb. ten blog będzie o pierwszych podejściach albo o śladach pierwszych podejść. one prawie nigdy nie są lepsze, ale są ciekawsze, ulotne, niewinne i bardziej rozgadane.

dziś rano uświadomiłem sobie, że przede mną dwa miesiące podejmowania decyzji o pierwszym podejściu, bo chcę zmienić pracę i mam strasznie dużo pomysłów na to, za co się zabrać. problemem może okazać się fakt, że żadnej z tych czynności nigdy w życiu nie robiłem.

w efekcie do dziesiątek rzeczy, które już w życiu robiłem, ale żadnej nie zrobiłem, może dojść bardzo dużo nowych. wszystkie te rzeczy mogą się okazać niewypałami, może mi być strasznie smutno z tego powodu. może szkoda, że nie jestem geekiem. może powinienem się skupić na czytaniu starych gazet i byciu znawcą przedwojennej prasy, co nie przyczyniłoby się wprawdzie do poprawienia statusu materialnego, ale z pewnością mógłbym pobrylować w jakimś kółku zapoconych historyków z brodami. że wiem, dlaczego endecja położyła łapska na kurierze lwowskim w 1930 roku i dlaczego go tak szybko zrujnowała.

ten blog miał być o pierwszych podejściach. ten blog zaczynam pisać po raz drugi. ale to jest pierwsze podejście do drugiego rozpoczęcia pisania tego bloga, więc proszę o wyrozumiałość.

17:52, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 listopada 2011
spotkanie

w bibliotece narodowej natknął się na mnie, albo ja na niego. zapytał, czy wiem, gdzie jest czytelnia mikrofilmów. wiedziałem. poszedł. zostawił mi swoją twarz.

po kilku minutach uświadomiłem sobie, że to był krzysztof kieślowski. albo ktoś podobny. pewnie ktoś podobny.

mikrofilmów.

12:56, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 października 2011
na tropach fin de siecle'u

wiadomości zagraniczne w XIX-wiecznych gazetach polskich:

wypadek króla szwedzkiego. bawiący od niedawna w christianii król szwedzki przed kiloma dniami upadł podczas ślizgawki i tak mocno uderzył się w głowę, że krew płynęła. mimo to nie przerwał rozrywki, ale ślizgał się dalej.

12:03, s-p-i-r-o
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 kwietnia 2011
miłosh metal

podobno w ramach obchodów roku miłoszowskiego w środowisku literackim straszą ankiety na temat znajomości dorobku pisarza. wyniki, tu absolutne zaskoczenie, są raczej mizerne. miałem okazję zmagać się kiedyś z podobnymi kwestiami i by odwrócić uwagę pytających od swojej literackiej ignorancji, kierowałem ją ku innej twórczości czesława. nie jest to studium zbyt wnikliwe, to na pewno. ale postanowiłem je tu opublikować, by nie zaginęło. kapela nazywa się josefus. grają ciężko, walą mocno po żagarach, śpiewają o końcu świata, o czasie zastygłym i o tym, kędy zapada słońce.

11:38, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 października 2010
Znajdź różnicę: Homoś - Homofoś

na zczuba.pl prowadzę taką rubrykę od paru lat. pomyślałem, że niesportowe odcinki szkoda martnować, więc będę umieszczał tu. na dzień dobry optymistyczna sugestia. wszyscy jesteśmy braćmi, jesteśmy jedną rodziną - tą od krzyża.

16:14, s-p-i-r-o
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 października 2010
rzućcie im piłkę a za nią pobiegną

ludzi stojących pod pałacem prezydenckim i klepiących zdrowaśki nazywa się często sektą, bo mają swoje, inne zdanie na temat znaczenia symbolu wiary katolickiej. przypisuje im się schizmę wobec papieskiego kościoła, tymczasem słuchając ich wypowiedzi częściej ma się wrażenie, że są to ludzie nie tyle będący w kontrze do kogokolwiek, co rządający prawa do rozwijania swoich zainteresowań - w tym przypadku, klepania zdrowasiek pod krzyżem. stąd coraz bliżej tej grupie wywrotowców do pojęcia subkultury, a nie sekty. sektę z krzyżem mają na majdanie w kijowie - z mikrofonem, nawołują do nawrócenia i redefinicji, bo jezus nie miał brody, bo matka boska nie była dziewicą, bo józef z każdej dyskoteki wychodził z inną etc.

a ci nasi chcą tylko mieć swoje podwórko z trzepakiem. zabierzcie skejtom skejtparki - wkurzą się. podnieście krawężniki cyklistom - wkurzą się. zamknijcie punkom ulicę chmielną - wkurzą się. to samo z biedakami spod pałacu prezydenta. na razie są w fazie buntu jako takiego. z czasem zaczną się ubierać podobnie. następnie podniosą swoją działalność do rangi misji ratowania świata i zaczną napieprzać się, na przykład z indie, jak punki ze skinheadami 20 lat wcześniej.

moim zdaniem pod pałacem namiestnikowskim powinien się pojawić stół do piłkarzyków. swoje warsztaty breakdance'owe powinni również uruchomić blokersi, którzy kiedyś się czuli zapomniani przez społeczeństwo, a jednak podnieśli z ławki cztery litery opróżniwszy ostatnie tanie wino.

tej pałacowej młodzieży drugiej świeżości trzeba dać alternatywę, inaczej będą kisili się w tych swoich słodko-kwaśnych żalach. subkultura musi mieć swoją muzykę, swoje ulubione kluby piłkarskie, swój unikalny dresscode. mecz "gwiazdy tvn-u kontra obrońcy krzyża" jest sprawą najwyższej wagi państwowej. inaczej kumulowane na krakowskim złoża energii pójdą w złą stronę. ja na przykład nie chciałbym w pustym parku spotkać tej pani.

13:54, s-p-i-r-o
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2